W La Lidze trenerska karuzela kręci się znacznie wolniej niż w polskiej Ekstraklasie. W niedzielne popołudnie doczekaliśmy się dopiero drugiego w tym sezonie zwolnienia szkoleniowca na hiszpańskich boiskach.

Levante straciło cierpliwość

Klub z Walencji poinformował o rozstaniu z Julianem Calero. Decyzja nie była zaskoczeniem — ostatnie tygodnie przyniosły serię dotkliwych porażek z Athletikiem, Valencią w derbach, Atletico Madryt oraz Celtą Vigo.

Po 14 kolejkach Levante zajmuje przedostatnie miejsce i traci trzy punkty do bezpiecznej strefy. „Los Granotes” wygrali jedynie dwa spotkania — oba na samym początku sezonu, z Gironą i Realem Oviedo.

Calero prowadził zespół od początku poprzednich rozgrywek, które zakończył efektownym awansem do La Liga z pierwszego miejsca. Jednak na najwyższym poziomie jego drużyna nie poradziła sobie z presją i konfrontacją z mocniejszymi rywalami. Nawet solidne wzmocnienia, jak Etta Eyong (pięć zdobytych bramek), nie odwróciły trendu.

Na razie nie wiadomo, kto będzie następcą 55-letniego Juliana Calero.

Drugie zwolnienie w sezonie

Levante to dopiero drugi klub w obecnej kampanii La Ligi, który zdecydował się na zmianę trenera. Wcześniej, w październiku, taki ruch wykonał inny beniaminek — Real Oviedo. Zespół z Santim Cazorlą w kadrze pożegnał Veljko Paunovicia, który mimo nieudanej przygody w klubie zaliczył „miękkie lądowanie” jako nowy selekcjoner reprezentacji Serbii.

Zespół przejął Luis Carrion, lecz jego rządy jak na razie nie przyniosły oczekiwanej poprawy — Real Oviedo nadal zamyka ligową tabelę.